djf

Autoryzowany Dealer DJI w Polsce

do kasy suma: 0,00 zł
wyszukiwarka zaawansowana
Dronosfera #10 - Fenomen Lily
Dronosfera #10 - Fenomen Lily

Stany Zjednoczone słyną ze wspierania technologii, a przede wszystkim rozwoju nowych rozwiązań nie tylko przez koncerny, ale też przez ludzi, którzy część życia spędzili z lutownicą w ręku, gdzieś głęboko w czeluściach swoich oświetlonych jarzeniówkami garaży. „American dream” oczywiście wykorzystują tylko nieliczni, ale można też zacząć zarabiać na fundowaniu pomysłów innych ludzi. W tym celu powstała platforma crowdfundingowa Kickstarter, gdzie można dorzucić swoją cegiełkę, jeżeli uznamy, że projekt jest wart wsparcia. W zamian, jeżeli zbierze się budżet, dostajemy jako jedni z pierwszych ukończony produkt, a nasze imię wpisane jest złotymi głoskami na stronie producenta. Brzmi fajnie? Jak najbardziej, dlatego też z Kickstartera korzysta masa ludzi. Są wśród nich majsterkowicze, pisarze, inżynierowie i producenci dronów. Producenci, którzy z pomysłem na siebie głęboko wierzą we własne siły, jeżeli chodzi o przełamanie chińskiej hegemonii na rynku wielowirnikowców.



Fenomenem na globalną skalę bez wątpienia jest projekt Lily, dron stworzony tylko i wyłącznie do śledzenia właściciela i rejestrowania jego poczynań na stoku, kajakach, w parku czy gdziekolwiek indziej. Pomysłodawcy przekonują nas, że skończyła się era zdjęć z ręki, selfie sticka i kamery. Teraz użytkownik ma podrzucić Lily, która będzie go śledzić nawet przez 20 minut, w rozdzielczości FullHD oraz robiąc zdjęcia o wielkości 12Mpix. Kickstarter zebrał wielokrotność funduszu, ludzie wręcz oszaleli na punkcie Lily, bo cóż tak nie nakręca emocji, jak możliwość autonomicznych nagrań bez żadnego wysiłku. Gdy skończymy nagrywanie, przyciskiem wołamy drona, który ląduje nam na dłoni i zgrabnie chowamy całość do plecaka.

Nie tak zgrabnie do końca przedstawia się przyszłość Lily, a także jego rozwiązania, które krótko mówiąc, wzbudzają wiele skrajnych emocji. Zaznaczam, że do tematu Lily podchodziłem i podchodzę jak pies do jeża. Jest zbyt wiele punktów, które mogą świadczyć o tym, że powierzchownie świetna idea okaże się niewypałem, wersją beta tego co nas czeka w niedalekiej przyszłości. Po pierwsze, dron nie ma żadnej aparatury do samodzielnego lądowania, żadnych nóg, płóz, chociażby gumowanych nakładek na ramiona. Lądowanie na ręce i start wydają się świetnym pomysłem. Do momentu, aż kręcący się wirnik nie przetnie nam skóry na przedramieniu. Ten, kręcący się z częstotliwością kilku tysięcy obrotów na minutę plastik działa jak żyletka, więc jakiekolwiek przechylenia ręki względem drona skończy się mało przyjemną raną ciętą.

Druga sprawa – bateria. Obecnie ludzkość nie wytwarza na globalną skalę bardziej wydajnych ogniw, niż litowo-polimerowe. Może i byłoby to możliwe, natomiast Lily nie kosztowałaby wtedy 819$ za sztukę. Problemem jest to, że bateria jest wbudowana, a każda bateria się zużywa. Akumulator litowo-polimerowy ma określoną liczbę cykli, po których bateria jest niezdatna i musi skończyć zutylizowana. Gdy spuchnie z racji nieodpowiednich warunków przechowywania może wybuchnąć, czego i właściciele projektu i użytkownicy raczej by nie chcieli, bo eksplodujący kilogram stali i plastiku 5 metrów nad głową to raczej mało pocieszająca alternatywa. Ale szkoda wyrzucić całego drona z racji samej baterii. Dodatkowo jest to duże ograniczenie, jeżeli chcemy nagrywać na otwartej przestrzeni, w górach lub gdziekolwiek indziej, gdzie nie mamy dostępu do prądu.

Pojawia się też surowe nagranie z Lily, które znacznie odbiega od materiału reklamowego. Dodatkowo niestety faktem jest, że jakość materiału udostępnionego na blogu firmy nie powala jakością. Potwierdzić się może teza, że reklama Lily była nagrana za pomocą innego drona. Obraz jest bardzo roztrzęsiony, galaretkowaty. Bardzo ciężko byłoby uzyskać, nawet po zaawansowanej postprodukcji, materiał ze stoku, jaki widzieliśmy w oficjalnej prezentacji. Natomiast jest to produkt dla hobbystów, którzy zazwyczaj będą chcieli mieć jak najlepsze nagranie za pierwszym razem, bez profesjonalnej obróbki w programie. 


Szczerze chciałbym, by Lily okazała się tak przełomowym produktem, jak bardzo agencja PR'owa tego crowdfundingu nas zapewnia. Chciałbym, żeby dziesiątki tysięcy osób, które zamówiło Lily z uśmiechem na ustach odpakowało drona i przekonało się, że osoby myślące podobnie do mnie się myliły. To może być udany produkt, natomiast informacje, które są podawane do mediów, niestety w mojej ocenie, nie pozwalają na całkowity i bezwarunkowy zachwyt nad tym pomysłem. Oczywiście są to wszystko domysły i mam nadzieję, że mimo wszystko Lily będzie udanym produktem, co będzie oznaczać znaczne wsparcie np. dla 3D Robotics w przełamaniu dominacji rynku przez chińskie koncerny, takie jak DJI czy Yuneec.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl